Yves Congar - Ks. Luigi Villa
Książka z serii: Rewolucjoniści Czasu Apokalipsy
Prezentujemy serię niewielkich, syntetycznych prac ks. dra Luigi Villa poświęconych tym aktywnym uczestnikom rewolucyjnego przewrotu w Kościele Katolickim i tym myślicielom, którzy doprowadzili do ruiny dzisiejszą teologię i filozofię, a w konsekwencji nasza cywilizację zepchnęli na krawędź katastrofy życia bez Boga i panowania kłamstwa i śmierci.
Książeczka napisana przez ś.p. Ks. dra Luigi Villę, niestrudzonego włoskiego Kapłana, który całe swe życie poświęcił obronie świętości i czystości wiary katolickiej. W języku polskim została wydana w serii "Rewolucjoniści Czasu Apokalipsy", w której ukazały się już pozycje dotyczące Waltera Kaspera, Iwo Congara i Karla Rahnera.
Nie obawiam się o łódź Piotrową, która, na szczęście, otrzymała od Zbawcy konkretną obietnicę;
nie powiedział On jednak, że wszyscy, którzy tą łodzią płyną, zostaną ocaleni.
Pius IX
We fragmencie do książki: Yves Congar - ks. dr Luigi Villa pisze m.in.:
Rozmyślając nad Soborem Watykańskim II (Vaticanum II) nie można pominąć jego twórców, ani również jego nowatorów, którzy chcieli "zmienić Kościół" w nowy chrześcijański lud, pozbawiony wyraziście określonej wiary, sakramentalnej witalności, siły moralnej, który ostatecznie w niedługim czasie miałby pozostać bez księży, sióstr, misjonarzy, konwertytów i bez ożywionych niezachwianą wiarą obrońców.
Wśród "nowatorów" nie można pominąć takich nazwisk jak Teilhard de Chardin (zobacz książkę: Teilhard de Chardin. Jezuita - mason i heretyk - Ks. Luigi Villa), De Lubac, Chenu i również Yves Congar. To właśnie oni chcieli, aby oblicze Kościoła zostało odmienione, unowocześniając je za pomocą celów i środków ludzkich, z pominięciem tego, co nadprzyrodzone, w sposób obcy Ewangelii, stwarzając nowe sposoby myślenia, działania i nawet wyrażania się. Boska materia Kościoła miała zostać oczyszczona z wszelkiej starodawności dla uzyskania nowej powłoki, nowoczesnej i całkowicie ludzkiej.
Jest to oryginalne dzieło "ekspertów od spraw ludzkości", dla którego nie potrzebowali żadnego - Magisterium Kościoła, dzieło nie posiadające ani autorytetu, ani kompetencji i nie po to zostało wszczęte lecz w tym tylko celu by przedstawić rzeczy ludzkie jako boskie. Nigdy wcześniej nikomu się nawet nie śniło, by przemienić Kościół w instytucję światową i humanistyczną.
Oto dlaczego zdecydowałem się złożyć donos o gorzkich owocach tej rewolucji wykonanej przez Reformatorów za pomocą autentycznych programów modernistycznej herezji.
Sobór Watykański II zrezygnował z użycia należnego mu autorytetu boskiego, wyrzekając się pracy na gruncie doktrynalnym. Czy milczenie na widok Kościoła Vaticanum II, odwracającego się plecami do Przeszłości, z której pochodzi cały Jego autorytet i zwracającego się w kierunku odmiennej przeszłości nie byłoby zdradą Wiary? Czy nie byłoby to pokusą tchórzostwa wobec ducha chrześcijańskiego, który powinien być zawsze gotowy do walki przeciw błędowi? Bo czy zwołanie Soboru w celu pogodzenia Kościoła z Nowoczesnością nie było zaprzeczeniem jego istoty w ogóle? Sobór decydując się na to, by nie definiować Prawdy, rezygnując z potępienia błędów, schizm i herezji, usunął bariery ochronne własnych granic, otworzył owczarnie dla wszystkich wilków. Kościół w ten sposób został jakby odesłany na urlop, stając się jedynie doraźną pomocą dla ludzkich działań, liberalnych dialogów ekumenicznych, taktyk dyplomatycznych i setek procedur duszpasterskich, nieobowiązkowych lub obligatoryjnych, nakładanych autorytarnie przez poszczególne osoby.
A to wszystko dla Reformy, która pragnie pogrzebać geniusz wieków i odwieczną świętość Kościoła, Reformy objawiającej pysznego i próżnego ducha. Czy duch ten chce stworzyć "nową religię", w której zamiast Wiary i kultu Bożego liczy się zaangażowanie społeczne i posłuszeństwo ludziom?
Sięgnęli szczytu (i pozostają tam nadal) ci teologowie, którzy oczerniali Sobór Trydencki i Watykański I na rzecz Soboru Watykańskiego II, o którym mówił sam Paweł VI 7 grudnia 1968 do alumnów Seminarium Lombardzkiego:
"Kościół znajduje się w godzinie niepokoju i autokrytyki można byłoby powiedzieć nawet samozniszczenia"!
... a później dodał w czasie Audiencji Generalnej dnia 15 lipca 1970:
"Obecna godzina jest czasem burzy! Sobór nie dał nam nadal w wielu sektorach (życia kościelnego) upragnionego spokoju, ale raczej wywołał niepokoje"!
Te "niepokoje" są dziś już znane, a oczy wielu już się otworzyły na mistyfikację "Reformy Kościoła".